Prof.R. Flisiak: “Jeśli zabraknie tlenu, pacjenci będą umierać”

Prof.R. Flisiak: “Jeśli zabraknie tlenu, pacjenci będą umierać”

25,2 tys. zakażonych w ciągu ostatniej doby. Epidemia koronawirusa w Polsce lekko zwolniła, ale w szpitalach panuje chaos – brakuje miejsc, leków, personelu, a teraz nawet tlenu. – W niektórych szpitalach sytuacja jest krytyczna. Mają zapas tlenu na najwyżej dobę i nie wiedzą, co się wydarzy dalej. Możemy mówić o różnych metodach leczenia, ale tlen jest najważniejszy w terapii chorych na COVID-19. Jeśli tlenu zabraknie, ludzie po prostu będą umierać – opowiada prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

W środę 11 listopada Ministerstwo Zdrowia opublikowało nowy raport dotyczący sytuacji epidemiologicznej w Polsce. Wynika z niego, że w ciągu ostatniej doby zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 potwierdzono u 25 221 osób. Niestety, z powodu COVID-19 zmarło 430 osób, w tym 75 osób, które nie były obciążone innymi chorobami.

Koronawirus. W szpitalach zaczyna brakować wszystkiego - personelu, leków, tlenu
Koronawirus. W szpitalach zaczyna brakować wszystkiego – personelu, leków, tlenu (Getty Images)

Sytuacja w szpitalach staje się coraz bardziej rozpaczliwa. Już od dawna alarmowano o braku personelu oraz niewystarczającej liczbie respiratorów. Teraz jednak w wielu miejscach zaczyna brakować tlenu, który jest podstawą w leczeniu chorych na COVID-19.

Według szacunków ekspertów tlenoterapii wymaga 9 na 10 pacjentów zakażonych koronawirusem. Popyt na tlen jest obecnie średnio o 25-35 proc. większy niż pozwalają na to możliwości szpitali.

Kilka dni temu w Kraśniku zabrakło tlenu, w związku z czym pojawiła się konieczność ewakuowania części pacjentów do Lublina. Teraz z powodu braku dostaw tlenu medycznego Opolskie Centrum Onkologii wstrzymało wykonywanie zabiegów na bloku operacyjnym.

– Są placówki, w których jest duży problem z dostępnością tlenu. Mają zapas co najwyżej na dobę i nie wiedzą, co będzie dalej. Proszę sobie wyobrazić, w jakim położeniu znajduje się dyrekcja i personel – opowiada prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. – Możemy mówić o różnych metodach leczenia, ale tlen jest najważniejszy w terapii chorych na COVID-19. Jeśli tlenu zabraknie, ludzie po prostu będą umierać – podkreśla profesor

Jak zwracają uwagę eksperci, żaden ze szpitali w Polsce nie był przygotowanych na takie wielkie zużycie tlenu medycznego. Od września zapotrzebowanie wzrosło wielokrotnie. A większość placówek wciąż używa gazu w butlach. Liczba butli jest ograniczona, dostosowana do potrzeb sprzed epidemii. Dopiero teraz część szpitali w trybie ekspresowym zaczęła instalować centrale tlenowe. Takie właśnie powstają w Szpitalu Zakaźnym w Gdańsku oraz w czternastu szpitalach na Lubelszczyźnie.

Dostawy remdesiviru opóźnione o tydzień

Kolejnym problem jest brak remdesiviru, leku antywirusowego, który jako jedyny został uznany za skuteczny w leczeniu COVID-19.

– Już nie podajemy tego leku wszystkim chorym, którzy powinni go dostać. Musimy niestety, wybierać najcięższe przypadki, które najbardziej pasują do zaleceń stosowania remdesiviru. Lek ten musi być podawany w pierwszych 7-10 dniach od rozpoczęcia choroby. Później jest po prostu nieskuteczny. Niestety, w części placówek jest stosowany nawet na oddziałach intensywnej terapii, gdzie trafiają pacjenci w ciężkim stanie – opowiada prof. Flisiak.

Nie wiadomo dokładnie, co jest przyczyną niedostępności leku. Jednak zdaniem ekspertów problem może leżeć w zbyt małym zamówieniu na remdesivir. Ostatnio Ministerstwo Zdrowia prowadziło negocjacje w sprawie jego zakupu, po czym zapowiedziało, że do szpitali trafi 10 tys. dawek. Przy ponad 20 tys. hospitalizowanych jest to zaledwie ułamek potrzeb.

– Już wcześniej mieliśmy skąpe dostawy remdesiviru, ale teraz nie są realizowane nawet te dostawy, do których hurtownia została zobligowana. Opóźnienia w dostawie są ponad tygodniowe – opowiada prof. Flisiak.

Szpital pod “parasolem” lokalnych władz

Już od kilku tygodni niemal wszystkie szpitale w Polsce alarmują o braku miejsc dla chorych na COVID-19 oraz wypaleniu personelu medycznego. Zdaniem prof. Flisiaka wynika to w dużej mierze z braku odpowiedniej organizacji pracy.

– Już od jakiegoś czasu musimy ograniczać przyjmowanie nowych chorych, ponieważ nie mamy, gdzie ich umieścić. Próbowano nas zmuszać do hospitalizacji na korytarzach, co jest niedopuszczalne – opowiada prof. Flisiak. – Nie wiadomo, gdzie odsyłać pacjentów, ponieważ wszystkie szpitale w województwie są przeciążone. Pozostaje tylko jedyna placówka – Wojewódzki Szpital Zespolony w Białymstoku, który ma obłożenie na poziomie 40 proc. i nie udostępnił żadnych miejsc dla zakażonych koronawirusem. Jest to przykład nieudolnego zarządzania. Wszyscy się dusimy, a jedna placówka jest pod parasolem władz lokalnych – podkreśla.

Skontaktowaliśmy się z Podlaskim Urzędem Wojewódzkim, którego rzecznik potwierdziła, że Wojewódzki szpital zespolony w Białymstoku jest dopiero w trakcie “zabezpieczania 98 łóżek dla pacjentów z COVID-19“. Mają one być gotowe dopiero na koniec listopada.

– To brzmi jak żart, ponieważ inne jednostki często muszą przekształcać się w covidowe, mając na to 24 godziny. W tym przypadku łóżka stoją puste, kiedy są potrzebne na wczoraj. Jest to gra na zwłokę, żeby nie powiedzieć na zwłoki – mówi prof. Flisiak. – Niektóre szpitale w Polsce nie chcą przyjmować chorych na COVID-19. Również lokalne władze działają według tego samego schematu – najlepiej stłoczyć wszystkich zakażonych w jednym miejscu. Efekt tego jest taki, że część placówek po prostu się dusi, gdy pozostałe mają wolne miejsca. Jaki sens jest budować szpitale tymczasowe, skoro nie zostały wykorzystane jeszcze wszystkie rezerwy? – pyta prof. Robert Flisiak.

Alex

Alex

Koordynator projektu

0

Dodaj komentarz